Nagle na sali zrobiło się straszne zamieszanie. Pijani goście gestykulowali zawzięcie. Obsługa lokalu zapaliła wszystkie światła. Po sali rozległo się głośne: "Zajebię go". Wtedy mocno zdziwiony zastanawiałem się: kogo, za co, po co. Było już mocno po północy. Krzyki, płacz i pijański bełkot mieszały się ze sobą. Nieważna stała się muzyka i dj, nieważne stało się wszystko. Na pierwszy plan wyszły wzajemne pretensje i animozje. Zaciśnięte pięści, twarze wykrzywione grymasem.
Ruszyły poszukiwania. Nerwowe sprawdzanie zawartości torebek. Kontrola kieszeni. "Po co go kurwa zaprosiłaś"?! Atmosfera "gęstniała" z minuty na minutę. Ktoś z tych trzeźwiejszych wykrzyknął, "sprawdźcie pokój małżeński". Za chwilę: "Kurwa nie ma kopert"!!! Pierwsza szarpanina, dalsze nerwowe poszukiwania. Po kilkunastu minutach policja na sali. "Proszę nie krzyczeć, czy ktoś tu jest trzeźwy"? Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. W pośpiechu "zwijałem sprzęt".
Żeby nie wdawać się w szczegóły kto co i gdzie, wyjaśnię pokrótce. Jeden z gości weselnych, pisząc dosadnie, opierdolił całe wesele. Zniknęły koperty z pokoju pary młodej, komórki i portfele gości. W pościgu za delikwentem ruszyły taksówki i radiowozy.
...a miał być to ich najpiękniejszy dzień w życiu.
piątek, 11 kwietnia 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
Wandale! "A kto to widział, że to my"?
W kolejnym poście odejdę od systematyki alfabetycznej, wspominając wydarzenie z wesela w okolicach Inowrocławia. Było to sporo lat temu. Nie pamiętam przebiegu wesela, pary młodej itd. W pamięci jednak na zawsze zapadnie mi jedno wydarzenie.
Zbliżał się koniec wesela. Myślę, ze mogło być około 4 nad ranem. Do tej pory wszystko przebiegało pomyślnie. Zgodnie z umową mieliśmy kończyć zabawę, ale jak to z zakończeniami czasem bywa, są przekładane przez podchmielonych gości. Tak było i wtedy. "Jeszcze jeden, jeszcze jeden" - rozległo się już po raz kolejny. Atmosfera była dobra więc towarzystwo rozbujało się do jakiegoś "wykańczacza". Takim mianem określam dynamiczny utwór mające za zadanie odebrać resztki sił liderom parkietu. "Prawy do lewego", publika szalała na parkiecie. Jedna z par szalała niebezpiecznie blisko, coraz bliżej i trach pach. 30 kg kolumna basowa została wywrócona. Para poturlała się po parkiecie. Pani zaprezentowała wszystkim majtochy, pan poobijał się lekko. Kolumna przewróciła się z hukiem.
Konsternacja. Wyciszenie muzyki. Para nieskładnie zbierała się do pionu. Ja postawiłem przewróconą kolumnę. Pijacki rausz zamortyzował ból tancerzy. Ból kolumny słychać było w postaci głośnego buczenia.
Szybka decyzja. Zapraszam PM i pijanych tancerzy do mnie. Młodzi w czasie tej akcji nie byli na parkiecie więc lekko zdziwieni pytali o co chodzi. Wyjaśniłem sytuację. Młoda zdenerwowała się mocno. Winowajcy zamroczeni alkoholem nie mogli nadążyć za potokiem słów dyskusji. Zdążyli jedynie wymamrotać: "A kto to widział, że to my"? Ciśnienie skoczyło mi niebezpiecznie wysoko. Ten tekst zapowiadał problemy. I tak też się stało.
Para Młoda wzięła tylko część odpowiedzialności za pijanych gości. Zaledwie połowa kosztów naprawy została przez nich poniesiona, mimo, że zagrałem w otwarte karty przedstawiając rachunek. Od tego czasu jednym z punktów umowy jest zapis o odpowiedzialności zleceniodawcy/ów za zniszczenie sprzętu z winy bawiących się gości. Inna sprawa jak byłoby z egzekwowaniem tego zapisu w praktyce. Na szczęście nie było dotąd takiej potrzeby.
DJ Bydgoszcz
Zbliżał się koniec wesela. Myślę, ze mogło być około 4 nad ranem. Do tej pory wszystko przebiegało pomyślnie. Zgodnie z umową mieliśmy kończyć zabawę, ale jak to z zakończeniami czasem bywa, są przekładane przez podchmielonych gości. Tak było i wtedy. "Jeszcze jeden, jeszcze jeden" - rozległo się już po raz kolejny. Atmosfera była dobra więc towarzystwo rozbujało się do jakiegoś "wykańczacza". Takim mianem określam dynamiczny utwór mające za zadanie odebrać resztki sił liderom parkietu. "Prawy do lewego", publika szalała na parkiecie. Jedna z par szalała niebezpiecznie blisko, coraz bliżej i trach pach. 30 kg kolumna basowa została wywrócona. Para poturlała się po parkiecie. Pani zaprezentowała wszystkim majtochy, pan poobijał się lekko. Kolumna przewróciła się z hukiem.
Konsternacja. Wyciszenie muzyki. Para nieskładnie zbierała się do pionu. Ja postawiłem przewróconą kolumnę. Pijacki rausz zamortyzował ból tancerzy. Ból kolumny słychać było w postaci głośnego buczenia.
Szybka decyzja. Zapraszam PM i pijanych tancerzy do mnie. Młodzi w czasie tej akcji nie byli na parkiecie więc lekko zdziwieni pytali o co chodzi. Wyjaśniłem sytuację. Młoda zdenerwowała się mocno. Winowajcy zamroczeni alkoholem nie mogli nadążyć za potokiem słów dyskusji. Zdążyli jedynie wymamrotać: "A kto to widział, że to my"? Ciśnienie skoczyło mi niebezpiecznie wysoko. Ten tekst zapowiadał problemy. I tak też się stało.
Para Młoda wzięła tylko część odpowiedzialności za pijanych gości. Zaledwie połowa kosztów naprawy została przez nich poniesiona, mimo, że zagrałem w otwarte karty przedstawiając rachunek. Od tego czasu jednym z punktów umowy jest zapis o odpowiedzialności zleceniodawcy/ów za zniszczenie sprzętu z winy bawiących się gości. Inna sprawa jak byłoby z egzekwowaniem tego zapisu w praktyce. Na szczęście nie było dotąd takiej potrzeby.
DJ Bydgoszcz
poniedziałek, 31 marca 2014
D jak wszystkie dzieci nasze są.
W poprzednim poście literka ć zaliczyła tzw. wejście smoka. Dla złagodzenie nastroju sponsorem kolejnego wpisu będzie d. Dzieci to najbardziej wymagająca publiczność podczas granych przeze mnie imprez. Wpatrzona w prowadzącego. Gdy ja stoję zza konsoletą, one stoją. Gdy ja podnoszę ręce, one za mną. Nie ma lipy. Pełne zaangażowania od pierwszych rytmów. Interakcja non stop. Publiczność wymagająca, potrafiąca jednocześnie docenić starania, odwzajemniając się radosną zabawą.
Gram sporo balów karnawałowych w przedszkolach. Zaczynają się po śniadaniu około godziny 9. Jestem na miejscu około 8. Następnie standardowe noszenie i rozstawiania sprzętu. Wokoło swojski zapach zupy mlecznej i wszechobecne spojrzenia ciekawych dzieci. Wyczuwa się oczekiwanie i ogromne emocje. Niektóre nie spały tej nocy w oczekiwaniu na bal. Ruszamy z "Witajcie w naszej bajce". Na początku onieśmielone widokiem przebranego faceta (przebranie na balu to rzecz oczywista, niestety nie dla wszystkich, szczególnie tych leniwych pań przedszkolanek), onieśmielone też światełkami i głośniejszą niż zwykle muzyką. Chwilkę zawstydzenia przełamują największe hity rzucone celowo na początek balu, na rozkręcenie dzieciaków. Z głośników "Boogie woogie", "My jesteśmy krasnoludki", "Kaczuszki". Dzieci są już kupione, panie również! Obawa, ze przyjedzie dj z Bydgoszczy i będzie grał tylko hity dorosłych mija jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Potem Panie, coraz bardziej zmęczone, nie mają już tak wesołych min. Dzieci szaleją ze mną przy kolejnych utworach. Świadomy zbliżającej się przerwy (dzieci odpoczywają po około 1 godzinie zabawy), rzucam ich ulubione piosenki, przeboje dorosłych. Karnawał 2014 to "Bałkanica" i "My Słowianie". Tańczymy wspólnie. Wciągamy personel do zabawy. Tańczy Pani Jadzia, kucharka w białym fartuchu, która pachnie kuchnią. Tańczy Pani Dyrektor, której czerwone korale skaczą radośnie na obfitym biuście. Słowianki dają radę! Dzieci piszczą z zachwytu, ja wycieram pot spod peruki. Ufff, chwila przerwy. Dla dzieci soczek i coś słodkiego. Panie oblane rumieńcem zmęczenia uśmiechają się serdecznie. Ja obmyślam plan na mocne uderzenie po przerwie. A po przerwie już nie jest tak łatwo, więc żeby jeszcze raz rozbujać moich milusińskich, wdrażam niecny plan. Słowo klucz - niespodzianka. Lubicie niespodzianki? - kieruję pytanie w kierunku setki dzieci. Głośne taaaaaaak!!! Teraz gwóźdź programu. Do boju rusza wytwornica baniek mydlanych. Szaleństwo na sali, dzieci przepychają się jeden przez drugiego. Z głośników spasowana do sytuacji piosenka Gummi Miś - "Bańkę łap". Na dokładkę jeszcze Weekend i Boys. Dzieci na szczęście są wolne od uprzedzeń do stylów i wykonawców. Znają teksty, naśladują w tańcu. Maluchy ze zmęczenia padają jak muchy. Starszaki jeszcze u kresu sił tańczą "Macarenę". Po 2 godzinach wszyscy mamy dość. "Jedzie pociąg" szybko porządkuje sytuację, zbierając dzieci w grupy. "Do widzenia, do miłego zobaczenia", na zakończenie machamy do siebie łapkami. Nagle z pociągu urywa się jeden z wagoników. Dziewczynka przebrana za motylka podbiega do mojego stanowiska i czułym, dziecięcym uściskiem wyraża swoje podziękowanie. Panie patrzą zdziwione, mi łzy napływają do oczu.
Nieważne zmęczenie, nie dospana noc, bo: "Gdy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat", jak mawiał Janusz Korczak. Wracam zmęczony, ale szczęśliwy.
DJ Bydgoszcz
PS. A z czasem miły wpis na Facebooku, po którym chce się działać ze zdwojoną siłą, cytuję: "Serdecznie Witam.Panie Krzysztofie widziałem zabawę karnawałową poprowadzoną przez Pana w Przedszkolu w Sępólnie Kr. Akurat byłem po siostrzeńca. Jestem pod wielkim wrażeniem. Gratuluje charyzmy repertuaru i sztuki zabawiania najmłodszych uczestników balu Pozdrawiam".
Gram sporo balów karnawałowych w przedszkolach. Zaczynają się po śniadaniu około godziny 9. Jestem na miejscu około 8. Następnie standardowe noszenie i rozstawiania sprzętu. Wokoło swojski zapach zupy mlecznej i wszechobecne spojrzenia ciekawych dzieci. Wyczuwa się oczekiwanie i ogromne emocje. Niektóre nie spały tej nocy w oczekiwaniu na bal. Ruszamy z "Witajcie w naszej bajce". Na początku onieśmielone widokiem przebranego faceta (przebranie na balu to rzecz oczywista, niestety nie dla wszystkich, szczególnie tych leniwych pań przedszkolanek), onieśmielone też światełkami i głośniejszą niż zwykle muzyką. Chwilkę zawstydzenia przełamują największe hity rzucone celowo na początek balu, na rozkręcenie dzieciaków. Z głośników "Boogie woogie", "My jesteśmy krasnoludki", "Kaczuszki". Dzieci są już kupione, panie również! Obawa, ze przyjedzie dj z Bydgoszczy i będzie grał tylko hity dorosłych mija jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Potem Panie, coraz bardziej zmęczone, nie mają już tak wesołych min. Dzieci szaleją ze mną przy kolejnych utworach. Świadomy zbliżającej się przerwy (dzieci odpoczywają po około 1 godzinie zabawy), rzucam ich ulubione piosenki, przeboje dorosłych. Karnawał 2014 to "Bałkanica" i "My Słowianie". Tańczymy wspólnie. Wciągamy personel do zabawy. Tańczy Pani Jadzia, kucharka w białym fartuchu, która pachnie kuchnią. Tańczy Pani Dyrektor, której czerwone korale skaczą radośnie na obfitym biuście. Słowianki dają radę! Dzieci piszczą z zachwytu, ja wycieram pot spod peruki. Ufff, chwila przerwy. Dla dzieci soczek i coś słodkiego. Panie oblane rumieńcem zmęczenia uśmiechają się serdecznie. Ja obmyślam plan na mocne uderzenie po przerwie. A po przerwie już nie jest tak łatwo, więc żeby jeszcze raz rozbujać moich milusińskich, wdrażam niecny plan. Słowo klucz - niespodzianka. Lubicie niespodzianki? - kieruję pytanie w kierunku setki dzieci. Głośne taaaaaaak!!! Teraz gwóźdź programu. Do boju rusza wytwornica baniek mydlanych. Szaleństwo na sali, dzieci przepychają się jeden przez drugiego. Z głośników spasowana do sytuacji piosenka Gummi Miś - "Bańkę łap". Na dokładkę jeszcze Weekend i Boys. Dzieci na szczęście są wolne od uprzedzeń do stylów i wykonawców. Znają teksty, naśladują w tańcu. Maluchy ze zmęczenia padają jak muchy. Starszaki jeszcze u kresu sił tańczą "Macarenę". Po 2 godzinach wszyscy mamy dość. "Jedzie pociąg" szybko porządkuje sytuację, zbierając dzieci w grupy. "Do widzenia, do miłego zobaczenia", na zakończenie machamy do siebie łapkami. Nagle z pociągu urywa się jeden z wagoników. Dziewczynka przebrana za motylka podbiega do mojego stanowiska i czułym, dziecięcym uściskiem wyraża swoje podziękowanie. Panie patrzą zdziwione, mi łzy napływają do oczu.
Nieważne zmęczenie, nie dospana noc, bo: "Gdy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat", jak mawiał Janusz Korczak. Wracam zmęczony, ale szczęśliwy.
DJ Bydgoszcz
PS. A z czasem miły wpis na Facebooku, po którym chce się działać ze zdwojoną siłą, cytuję: "Serdecznie Witam.Panie Krzysztofie widziałem zabawę karnawałową poprowadzoną przez Pana w Przedszkolu w Sępólnie Kr. Akurat byłem po siostrzeńca. Jestem pod wielkim wrażeniem. Gratuluje charyzmy repertuaru i sztuki zabawiania najmłodszych uczestników balu Pozdrawiam".
czwartek, 27 marca 2014
Ć jak ćpuny na imprezach.
Niespodziewanie ć załapało się na bloga. Miało być przejście do d, ale udało się znaleźć koncept na ten wpis.
Używką powszechnie kojarzoną z imprezami jest alkohol. (chyba trzeba jeszcze dopisać kolejny post na a :). Wiadomo leje się trunków wszelakiej maści co niemiara. Jednak coraz częściej ludzie płyną na innej fali. Palą, wciągają, wcierają, połykają itp. Słaby jestem w tym temacie więc w szczegóły nie będę wchodził. Powiem tyle, zza konsolety na trzeźwo, widać sporo ciekawych rzeczy. Na początku towarzystwo najczęściej wyprostowane, wyprasowane. Dopiero pod koniec imprezy wychodzi szydło z worka, a raczej słoma z butów.
Taki, niemalże stóg siana, przerabiałem dwukrotnie. Choć mogę się mylić, jako teoretyk. Dwie, z prowadzonych przeze mnie imprez, płynęły na innej fali. Pisząc dosadnie jęzory i cyce na wierzchu. Obserwując na trzeźwo, to w ogóle dwa światy. Towarzystwo w amoku bitowym albo gitarowym, a ja stoję jak leszczyk i uśmiecham się sztucznie. Z lekką obawą, w którą to stronę pójdzie. Czy w agresję, tudzież rozpierduchę? Czy może w taneczy trans nie groźny dla dj Dzięki mojej, nazwijmy to elastyczności, szło w trans. Niesamowite rzeczy dzieją się z ludźmi. Alko inaczej jakoś wkręca, ale może się nie znam. I nie, że reakcje po dragsach są gorsze, a po alko lepsze. Są inne. Te po alko, przez swoją częstotliwość, były dotkliwsze. Uciążliwe i upierdliwe.
Dla dja, wodzireja prowadzącego imprezy najbardziej stresowe są reakcje skrajne. Na przykład, "weź kurwa zagraj szaloną, teraz kurwa" i browar w kuflu nad konsoletą. Toleruję wypitych i wkręconych różnej maści, nie toleruję chamów.
Używką powszechnie kojarzoną z imprezami jest alkohol. (chyba trzeba jeszcze dopisać kolejny post na a :). Wiadomo leje się trunków wszelakiej maści co niemiara. Jednak coraz częściej ludzie płyną na innej fali. Palą, wciągają, wcierają, połykają itp. Słaby jestem w tym temacie więc w szczegóły nie będę wchodził. Powiem tyle, zza konsolety na trzeźwo, widać sporo ciekawych rzeczy. Na początku towarzystwo najczęściej wyprostowane, wyprasowane. Dopiero pod koniec imprezy wychodzi szydło z worka, a raczej słoma z butów.
Taki, niemalże stóg siana, przerabiałem dwukrotnie. Choć mogę się mylić, jako teoretyk. Dwie, z prowadzonych przeze mnie imprez, płynęły na innej fali. Pisząc dosadnie jęzory i cyce na wierzchu. Obserwując na trzeźwo, to w ogóle dwa światy. Towarzystwo w amoku bitowym albo gitarowym, a ja stoję jak leszczyk i uśmiecham się sztucznie. Z lekką obawą, w którą to stronę pójdzie. Czy w agresję, tudzież rozpierduchę? Czy może w taneczy trans nie groźny dla dj Dzięki mojej, nazwijmy to elastyczności, szło w trans. Niesamowite rzeczy dzieją się z ludźmi. Alko inaczej jakoś wkręca, ale może się nie znam. I nie, że reakcje po dragsach są gorsze, a po alko lepsze. Są inne. Te po alko, przez swoją częstotliwość, były dotkliwsze. Uciążliwe i upierdliwe.
Dla dja, wodzireja prowadzącego imprezy najbardziej stresowe są reakcje skrajne. Na przykład, "weź kurwa zagraj szaloną, teraz kurwa" i browar w kuflu nad konsoletą. Toleruję wypitych i wkręconych różnej maści, nie toleruję chamów.
wtorek, 25 marca 2014
C jak niepożądana cisza
Polskie przysłowie głosi: "Cudnie, kiedy gra, a kiedy przestanie, jeszcze cudniej". Cisza jednak to niepożądany stan w mojej profesji. Sytuacja, w której imprezowicze mają wrażenie, że coś jest nie tak. Moje skojarzenie dotyczące ciszy na imprezach, przyprawiają o ciarki i nie miłe wspomnienia.
Przenieśmy się przez chwilę na najbardziej prestiżową imprezę roku, Bal Sylwestrowy. "Czemu tu kurwa nic nie gra?" - złowrogo zagrzmiał głos kelnera. Zapadła niezręczna cisza. W rzeczywistości nastąpiła awaria sprzętowa. Zawiesił się komputer, a właściwie program do miksowania muzyki. Z racji, że były to początki mojego grania, a impreza prestiżowa, zrobiło się nerwowo. Skronie oblał pot, ręce zaczęły dygotać. Nieco spokoju wniósł głos żony. "Uspokój się, odpal jeszcze raz". Maszyna ruszyła, miliony lat świetlnych zajęło jej wyświetlenie ekranu startowego. System załadował się, program odpalił, z głośników zaczęła sączyć się muzyka. Ufff, byłem cały mokry. Na szczęście dla mnie, goście raczyli się ofertą kulinarną.
Kolejne wspomnienie niepożądanej ciszy to sytuacja mająca miejsce na jednej z imprez firmowych. Musiało być to bardzo dawno temu ponieważ sprzęt, który zawiódł był z tych początkowych. Sytuacja jeszcze bardziej nerwowa. Trwa zabawa, super atmosfera. Goście tanecznie rozpędzają się w greckiej Zorbie. Charakterystyczny taniec, gwizdy, okrzyki, towarzystwo już mocno napite. A tu nagle ...cisza. Z sali głośne uuuuuu. Szybka acz nerwowa analiza sytuacji. Prąd jest, ale wzmacniacz przełączył się sam w stan czuwania. Szybkie naciśnięcie power. Zabawa trwa dalej. Mija 30 sek, pyk i cisza. Konsternacja i zakłopotanie. DJ wodzirej w tarapatach. Przymusowa przerwa w zabawie. Niezadowolenie gości i co teraz. Sytuację uratował stary poczciwy wzmacniacz Forte 101s. Nigdy nie używana rezerwa, stary klocek "udźwignął imprezę".
Kilkanaście lat w branży świadomy przypadków losowych, przezorny zawsze ubezpieczony. Duża rezerwa czasu i zapasowy sprzęt na pokładzie. Święty spokój bezcenny!
DJ Bydgoszcz
Przenieśmy się przez chwilę na najbardziej prestiżową imprezę roku, Bal Sylwestrowy. "Czemu tu kurwa nic nie gra?" - złowrogo zagrzmiał głos kelnera. Zapadła niezręczna cisza. W rzeczywistości nastąpiła awaria sprzętowa. Zawiesił się komputer, a właściwie program do miksowania muzyki. Z racji, że były to początki mojego grania, a impreza prestiżowa, zrobiło się nerwowo. Skronie oblał pot, ręce zaczęły dygotać. Nieco spokoju wniósł głos żony. "Uspokój się, odpal jeszcze raz". Maszyna ruszyła, miliony lat świetlnych zajęło jej wyświetlenie ekranu startowego. System załadował się, program odpalił, z głośników zaczęła sączyć się muzyka. Ufff, byłem cały mokry. Na szczęście dla mnie, goście raczyli się ofertą kulinarną.
Kolejne wspomnienie niepożądanej ciszy to sytuacja mająca miejsce na jednej z imprez firmowych. Musiało być to bardzo dawno temu ponieważ sprzęt, który zawiódł był z tych początkowych. Sytuacja jeszcze bardziej nerwowa. Trwa zabawa, super atmosfera. Goście tanecznie rozpędzają się w greckiej Zorbie. Charakterystyczny taniec, gwizdy, okrzyki, towarzystwo już mocno napite. A tu nagle ...cisza. Z sali głośne uuuuuu. Szybka acz nerwowa analiza sytuacji. Prąd jest, ale wzmacniacz przełączył się sam w stan czuwania. Szybkie naciśnięcie power. Zabawa trwa dalej. Mija 30 sek, pyk i cisza. Konsternacja i zakłopotanie. DJ wodzirej w tarapatach. Przymusowa przerwa w zabawie. Niezadowolenie gości i co teraz. Sytuację uratował stary poczciwy wzmacniacz Forte 101s. Nigdy nie używana rezerwa, stary klocek "udźwignął imprezę".
Kilkanaście lat w branży świadomy przypadków losowych, przezorny zawsze ubezpieczony. Duża rezerwa czasu i zapasowy sprzęt na pokładzie. Święty spokój bezcenny!
DJ Bydgoszcz
środa, 19 marca 2014
B jak Boney M.
Skojarzenie B z Boney M. było dla mnie oczywiste jak słońce. Pierwsze spotkanie z ich piosenkami przywołują magnetofon szpulowy Zk 120. Szarobure czasy schyłku komuny, a z głośników tęcza muzycznych doznań. (dzięki Mamo/Tato)
Ta
powstała w 1975 roku grupa stanowi podstawowy element mojego
repertuaru. Myślę, że z kilkuset zagranych imprez, na palcach
jednej ręki można by wyliczyć te, na których nie pojawił się
żaden utwór tego zespołu. Boney M. to fenomen tanecznej muzyki,
ponadczasowy "zapełniacz parkietu" imprez
okolicznościowych. Grupa uwielbiana przez starszych i tolerowana
przez młodszych. Oprócz największych hitów "Brown girl in
the ring", "Rivers of Babylon", do moich ulubionych
należą "Gotta go home", "Hooray hooray" i
"Rasputin". Mógłbym tutaj wymienić więcej, ale pojawił
się tylko absolutny top.
Boney
M. to prostota kompozycji, taneczne i melodyjne piosenki. Pierwsze
rytmy utworów wprawiają w dobry nastrój i zachęcają do tańca.
Melodyka piosenek jest przyjemna i powtarzalna, przez co łatwo
wpadają w pamięć. Do tego stopnia, że "siedzą" w
głowie cały dzień. Do tego stopnia, że inni wykonawcy tego stylu
tacy jak np. Ottawan czy Saragossa Band i ich fajne kompozycje,
często wrzucaone są do jednego worka o nazwie Boney M. Pan zagra
"Hands up" tych Boney M :)
Boney
M. to też rozpoznawalny image, energetyczne popisy wokalisty Bobby
Farrella (zm. 2010). O dziwo to zespół z Niemiec. (Adi przewraca
się w grobie). Pierwszy zachodni zespół zaproszony do ZSRR.
Grupa, która muzykę dance łączyła z zaangażowanymi
tekstami ("Belfast" "Ma Baker"). "Rasputin"
został nawet usunięty z retransmisji ich koncertu w Sopocie, jako
utwór godzący w dumę i cześć Rosjan.
Jeśli
chodzi o jakieś ciekawe sytuacje związane z tym zespołem podczas
mojej pracy to przychodzi na myśl jedna. Otóż jeden z uczestników
wesela zagiął mnie z repertuaru Boney M.. Zapytał czy znam "Going
back west"? Nie pamiętam wielu ważniejszych i ciekawszych
wydarzeń z imprez, to zostało. Pozdrawiam z tego miejsca, Panie
Kazimierzu B. Polecam wszystkim utwory Boney M. jako świetne
antidotum na stany depresyjno - melancholijne. U mnie płyta
"Gold" stoi na półce wśród ulubionych szarpidrutów.
Ą jak towarzystwo ą ę
Sponsorem kolejnego postu niespodziewanie stała się literka Ą. Przy współudziale literki Ę tworzy duet określający nieco szerszy zbiór ludzi - towarzystwo ĄĘ. Taka publika na sali to zapowiedź niezwykle ciężkiej pracy dla prowadzącego.
To było wesele w Bydgoszczy DJ za konsoletą. Lokal z tych, z wyższej półki. Panowie pod muszką, panie jak milion dolarów. Poważne miny, zalotne gesty. Piórko w dupę i bociana udawać. "Sto lat" cichutkie. Za to obiad dwugodzinny. Na początek myślę sobie Sinatra może da radę. Na parkiecie pusto. "Acapulco" - grymasy twarzy i ...pusto.Wolne pusto, szybkie pusto. Analiza sytuacji i decyzja, usuwam się na dalszy plan. Muzyka do kotleta, tło dla lansu, obżarstwa i pijaństwa. A na koniec miłe podziękowanie: "Wie pan, oto nam chodziło".
Subskrybuj:
Posty (Atom)






